Ostatnio przypomnialam sobie o jeszcze jednym hafcie ktory tak naprawde byl jednym z tych pierwszych. "Sowa" wyhaftowana dla mojej coreczki. Gdy Ola miala 4 miesiace tatus prawie caly czas wydobywal z siebie dzwieki sowy. Dziecku sprawialo to bardzo wielka radosc. Pewnego dnia Ola zaczela nasladowac tate i tak przed ukonczeniem 4 miesiaca pieknie nasladowala sowe. Dlatego postanowilam ja wyhaftowac... A tak sie prezentuje:

Sowa jest niestety troszke zaniedbana, dlatego domaga sie prania i prasowania. Zreszta jak wiekszosc moich nieoprawionych prac... Musze koniecznie poswiecic jeden dzien na to zeby ocalic moje prace...