czwartek, 29 listopada 2012

Tatty Teddy

W pazdzierniku powiekszyla sie nasza rodzinka. Dlatego w ekpresowym tempie wyhaftowalam metryczke, ktora niebawem znajdzie sie pod choinka jako swiateczny prezent. Powstala ponad tydzien temu, ale za nim ja sie do zdjec zbiore to szkoda gadac :(. Dalam sobie czas na calkowite oprawienie pracy do konca listopada i najwazniejsze jest to, ze postanownia dotrzymalam. Teraz pozostalomi ja tylko zapakowac i wyslac :). Imie, data urodzenia i waga zostaly ukryte swiadomie ;). Nie pytalam przyszlego wlasciciela metryczki o zgode na publiczne pokazywanie danych, jakby nie bylo jest to prezent:




środa, 28 listopada 2012

Kardynalek

Pierwszy i na pewno nie ostatni kardynalek jakiego zrobilam :). Jegomosc zalicza sie do robotek ktore wykonuje sie latwo, szybko i przyjemnie. A efekty wczorajszego wieczoru spedzonego z igla mozna podziwiac ponizej:



Nie myslcie, ze nie piszac na blogu obijam sie robotkowe. O nie, ja poprostu nie moge. Mam tyle planow i nawet nie planowanych planow, ze ledwie wyrabiam na zakretach :P. Maz wczoraj stwierdzil, ze juz jestem uzalezniona. No coz na to poradze, ja to poprostu uwielbiam.

Dziekuje wszystkim za odwiedziny i komenatrze :)

czwartek, 15 listopada 2012

Rodzinka reniferow

Dzis skonczylam zszywac dwa ostatnie reniferki. Tak jak wczesniej wspomianlam, ze pojawia sie w innych kolorach slowa dotrzymalam i z duma je pokazuje :).  Napewno znajda swoje miejsce na choince na ktora musza jeszcze niestety troche poczekac:









poniedziałek, 12 listopada 2012

Indor

Jesc go nie bedziemy, ale za to bedziemy go podziwiac kazdego roku :). Dolaczyl do grona naszych skromnych dekoracji ktore sobie stoja na szafce az do dnia dziekczynienia. Nie wiem jak Wam, ale mnie indyk  podoba sie bardzo:

 

W weekend podrzucilismy dziewczyny do dziadkow i pojechalismy z mezem w gory. Ja nie wiem jak to sie stalo, ale mieszkamy od gor jakies 10 min jazdy samochodem i jeszcze nigdy tam nie bylismy. Nie sa to jakies specjalnie wysokie gory, ale sa, a ja gory uwielbiam. Zaledwie 8 lat temu (ale ten czas leci) potrafilam przejsc 12h dziennie  szlakami w Tatrach i nigdy mnie to nie meczylo ani mi sie nie nudzilo... Wiadomo, ze z dziecmi to nie jest zbyt dobry pomysl zeby wybierac sie na takie wycieki, bo pewnie zaraz padalyby z wycienczenia :P. Mysle, ze dopiero teraz mozemy na calego zwiedzac nasze rejony, nie mamy juz malenkich dzieci, ktore sa uwiazane 24h do mamy i taty :). W sobote wyskoczylismy na jeden ze szczytow, wejscie bylo dosyc strome, ale po wejsciu na szczyt czlowiek odrazu zapomina o wszelkich trudach. W planach mamy juz kolejne wyprawy, ale najpierw musismy sie zaopatrzyc w porzadne buty, bo w obuwiu sportowym mozna sie nabawic niezlych kontuzji :( zwlaszcza gdy na szczycie sa same skaly :(











środa, 7 listopada 2012

Reniferek

 Tym razem pokaze cos swiatecznego :). Ten reniferek zawladnal moim sercem i musialam go koniecznie zrobic. Jak narazie powstal jeden, ale juz nastepne czekaja na zszycie. Tym razem zrobie zawieszki na choinke. Gdy pokazalam go mezowi odrazu zapytal: "a gdzie indyk?". No coz indyka pominelam, bo tutaj zaraz po Halloween w sklepach juz swiateczny wystroj na calego i jakos tak czlowiek nie mysli o indorach :). Troche mi teraz ten indor siedzi na sumieniu, zwlaszcza ze biega tu u nas po osiedlu taki jeden dziki indor i skubie trawke :). Ludzie zatrzymuja sie zeby go podziwiac. Dzis go nie bylo, mam nadzieje, ze jeszcze zyje:





Na tygodniu wybralam sie do sklepu. Dziewczyny wzbogacily sie o kolejne, tym razem swiateczne zestawy do crafts, a ja kupilam sobie taka typowo jesienna muline i swiateczne guziki:




poniedziałek, 5 listopada 2012

BOO, czyli Buki :)

Zawieszka z duchem to juz ostatnia Halloweenowa praca wykonana w tym roku. Bylo ich niewiele, prawie wcale :(. Duszek odrazu znalazl nowego wlasciciela, a mianowicie moje strasze dziecko. Przyczepilam go do szkolnego plecaka corki i powedrowali dzis razem do szkoly. Duszek odrazu dostal imie Buki ( nazwa pochodzi od BOO ):


A ponizej kilka zdjec z naszego trick-or-treat. Dziewczyny wzbogacily sie o pelne torby cukierkow. Z roku na rok widze duza zmiane w moich dzieciach. Jedza coraz mniej slodyczy :) Jakos ich nie ciagnie w tym roku do ich Halloweenowych lupow.
Ludzi w tym roku na naszym osiedlu bylo od groma, doszlo do tego, ze utworzyly sie korki i musiala interweniowac policja. Na zdjeciach widac dopiero poczatek calej Halloweenowej "imprezy":












My az tak bardzo z dekoracjami nie szalejemy. Zamiast kupowac gotowe dekoracje wole zrobic cos z dziecmi. W tym roku glownym pukntem dekoracyjnym byly nasze wejsciowe drzwi. Milismy tez tradycyjnie dynie, ale nie doczekaly sie na sesje zdjeciowa :(