czwartek, 29 kwietnia 2010

Przyjaciele Owen & Mzee

Dzis moja corcia dostala ksiazeczke, ktora opowiada o dwoch zwierzatkach. Mozna pomyslec, ze to taka zwyczajna ksiazeczka dla dzieci, jednak tresc i zdjecia napewno juz zapadly w sercu niejednej osoby:




Prawdziwa historia o Owenie & Mzee, ktorych polaczyla wiekla tragedia. Hipcio stracil swoja mame podczas tsunami, od tamtej pory caly czas jest bardzo blisko zolwia, ktorego darzy wielka miloscia. Tak naprawde to hipopotam traktuje zolwia jak wlasna mame. Wspolnie spedzaja dzien i noc, razem spia, plywaja, jedza. Niesamowite jest to, ze maja nawet swoj wspolny jezyk. Zolw wydobywa z siebie dzwieki, ktore nie sa typowymi dzwiekami zolwi i hipcio porozumiewa sie podobnie z zolwiem :). Niejedna osoba pozazdroscilaby takiej przyjazni, az sie cieplo na sercu robi gdy patrzy sie na ta pare...












wtorek, 27 kwietnia 2010

Alfabet bambi skonczony :)

Dzis zostal postwiony ostatni krzyzyk :). Teraz musze prace wyprac, wyprasowac i oprawic...



Wkoncu moge ruszyc z nowa praca. Tym razem bedzie zdecydowanie mniejsza, specjalnie na zyczenie mojej corci...

niedziela, 25 kwietnia 2010

Prawie koniec

Zostal mi tylko jeden Bambi do wyhaftowania, pozniej tylko oprawa i obraz bedzie gotowy. A tak wygladal dzis w poludnie:




Dzis mialam okazje nadrobic troche zaleglosci podczas gdy corcia miala drzemke. Tak naprawde to nie moge sie juz doczekac konca :).

piątek, 23 kwietnia 2010

Alfabet ciag dalszy

Powoli zblizam sie do konca haftu, kiedy skoncze niestety nie wiem... Na dzien dzisiejszy tak sie prezentuje:




Mialam nadzieje, ze haft ukoncze w tym tygodniu. Niestety znow pewne wydarzenia pokrzyzowaly mi plany. W srode znow musielismy sie udac z najmlodszza corcia do ER. Emilce przez kilka dni robily sie bardzo sine usta, dlonie i stopy. Na poczatku nie bralam tego tak powaznie do siebie. Najpierw myslalam ze jej zimno, wiec ubieralam ja grubiej. Temperatury sa u nas dosc wysokie, wiec powoli zaczynalam sie martwic, ze cos jest nie tak. Wkoncu zadzwonilismy do pediatry umowic sie na wizyte. Lekarz gdy uslyszal jakie dziecko ma objawy odrazu kazal nam jechac do szpitala. Takie sinienie moze oznaczac silne odwodnienie, problemy z sercem, niedotlenienie itp. W szpitalu miala zrobione wszystkie badania i wyszlo, ze Emilka jest zupelnie zdrowa. Kamien spadl mi z serca, ale i tak caly czas sie martwie, ze moze sie czegos nie dopatrzyli. Naszczescie te niepokojace objawy juz wiecej sie nie pojawily.
Nie lubie szpitali. Bardzo przezywam, gdy widze tych wszystkich chorych ludzi. Do tego to czekanie w ER. Pozniej czekanie na lekarza, pielegniarke, pobranie krwi, wyniki itp.... Mozna dostac swira. Juz nie wspomne jak sie czuje 18 miesieczne dziecko w takiej sytuacji, ktore chce byc caly czas w ruchu. Naszczescie personel jest super, pielegniarki zawsze mile, pomocne i usmiechniete, zreszta lekarze tez. A najwazniejsze jest to, ze wszedzie jest bardzo czysto...
Szpitali nie lubie ogladac na zywo, za to w TV moglabym ogladac caly czas operacje oraz inne programy zwiazne z ta tematyka :)

niedziela, 18 kwietnia 2010

Mala przerwa

W koncu minal ten przeklety tydzien. Od poniedzialku w naszym domu grasowal wirus zoladka, zaczelo sie od Oli, czyli najstarszej corci, pozniej Emilka, z ktora musielismy sie udac w tempie natychmiastowym do szpitala. Na koncu moj maz. Mam nadzieje, ze mnie juz nie dopadnie ten "dziad". Nie wiadomo skad, jak i kiedy sie do nas przyczepil, ale przed takimi rzeczy czlowiek sie niestety nie uchroni. Przez ostatni tydzien moj haft musial pojsc w odstawke. Nie bylam w stanie praktycznie nic nowego zrobic, bo drzalam o zdrowie moich bliskich. Bylam tak wykonczona psychicznie, ze juz o godzinie 8 moglam isc spac, ale spac nie moglam :/, poniewaz caly czas sie budzilam i nasluchiwalam czy z dziecmi jest wszystko dobrze. Nie wiedzialam, ze jestem az tak przewrazliwiona :/.
Zanim sie to wszystko zaczelo troszke udalo mi sie podgonic z haftem i juz zostalo mi niewiele.
Od dzis zaczynam sie ostro brac do pracy i mam nadzieje, ze haft juz wkrotce zostanie zakonczony...


niedziela, 4 kwietnia 2010

alfabet - kolejna odslona

Codziennie staram sie, aby w alfabecie przybylo kilka krzyzykow. Mysle, ze teraz bede mogla przyspieszyc moje haftowanie, bo w takim tempie nigdy nie skoncze :/. W dniu dzisiejszym alfabet prezentuje sie nastepujaco:


Na dworzu pelnia lata przez ostatnie dni padly rekordy goraca - jak na ta pore roku. Od tygodnia temperatura nie spada ponizej 30 stopni, dzis w nocy ma byc 15. Teraz nie wiem czy sie smiac czy plakac, bo az strach sie bac co bedzie w lipcu i sierpniu, w tych miesiacach jest najgorecej...

sobota, 3 kwietnia 2010

Swieconka

Nieststy nie lubie Swiat Wielkanocnych, zwlaszcza w Stanach. Brakuje mi tutaj tej "atmosfery", ktora przypominalaby o Swietach, nie wspominajac o sklepach :P. W naszej okolicy sa tylko 2 koscioly ktore swieca pokarmy. Dzis pojechalismy do tego, ktory jest najblizej nas. Bylo tylko 25 osob. Przez to zrobilo mi sie smutno... pamietam jak duzo ludzi w Polsce tego dnia szlo do kosciola... Tutaj rzeczywistosc jest zupelnie inna...
W zeszlym roku pojechalismy do kosciola, ktory jest znajduje sie dalej od nas. Tam przychodzi zdecydowanie wiecej ludzi, ale gdy zobaczylam co ludzie przynosza do swiecenia zatkalo mnie totalnie. Kosze z jedzeniem maja wielgachne, a w nich np. cale paczka platkow sniadaniowych, karton mleka i 18 jajek jeszcze nie wyjetych z opakowania. Ziemniaki, tort, cale bochenki chleba znalazla sie tezj jedna torba z jedzeniem z McDonald's. Ksiadz rozdal pozniej wszystkim kartki z informacja o tym co w koszyczkach powinno sie znajdowac :).
Poza tym Swieta tutaj trwaja tylko jeden dzien, czyli w niedziele. Nie ma lanego poniedzialku nad czym najbardziej ubolewa moja corcia :/