Wchodzac do sklepu nic nie zapowiadlo tego ze zaraz zacznie sypac snieg. A ze u nas sniegu jak na lekarstwo to wszyscy uznali to prawie za katastrofe. Spadlo go tylko tyle ze ledwie pokrylo trawe. Pozamykali szkoly, ci ktorzy mogli pracowali z domow, zeby nie wyjezdzac na ulice - mimo ze ulice nie byly pokryte sniegiem. Tak jest zawsze. Tej zimy mielismy trzy "ataki" zimy. Padalo w nocy, a nastepnego ranaka snieg topnial w zastraszajacym tempie. W niektorych czesciach stanu spadl snieg pierwszy raz od 17 lat. Szeczerze to juz mam dosc zimna a niestety z roku na rok jest u nas zimniej. Czekam juz z utesknieniem na lato, ale uprzedzam ze na lato tez narzekam :P, bo temperatura nieraz siega 40 stopni i wyzej do tego 100% wilgotnosci moze wykonczyc niezle czlowieka. Cztery lata temu mielismy 3 miesieczna susze, poziom rzek i jezior bardzo szybko malal. I tak zle i tak niedobrze....
Ponizej zdjecie z wczoraj:
Ciekawa jestem co by sie tutaj dzialo gdyby spadlo tyle sniegu co w Polsce...
W sobote wzielam sie wkoncu za serniczek z blogu Ani w pieguchowie troche przyspieszylam proces "tworzenia", bo nie lubie dlugo czekac na efekt koncowy. Spod placka wylozylam rowno ciastem dzieki temu sie nie kruszyl. Po 3 dniach juz go nie bylo, a smakowal przepysznie...
Aniu jeszcze raz bardzo dziekuje za przepis...
A na koniec zolwik o ktorym pisalam w poprzednim poscie: