
Zeszly tydzien mielismy wyjatkowo pechowy :(. Najpierw moja pieciolatka obciela mlodszej siostrze wlosy :(. Z dlugich zrobila krotkie. Bawily sie pod stolem zwierzatkami, a ja w tym czasie poszlam skladac pranie. Nagle uslyszalam nozyczki i poprostu zbladlam... Musze przyznac ze moje dziecko strzelilo siostrze calkiem fajna fryzure, wycieniowala pieknie, tylko najgorsza jest grzywka ma 1cm :/. Pozniej corka-fryzjerka :P spadla z roweru na twarz obijajac cale okulary, ktore dopiero co zaczela nosic. Szczescie ze mamy ubezpieczone... Po tym upadku przyszedl czas na burze, przespalismy cala noc na parterze ubrani i gotowi do wyjsca, zeby wrazie tornada uciekac do schronu. Jedyny plus tej burzy jest taki, ze wiemy gdzie mozna sie w miescie bezpiecznie schronic gdy wlacza alarmy. Tym razem prad odcielo na kilka minut przed burzyskiem, na ponowne podlaczenie pradu czekalismy 9h. Na drugi dzien znow miasto usuwalo polamane drzewa w okolicy. Teraz juz wiemy ze dom zwlaszcza ten amerykanskiej produkcji nie jest bezpieczny podczas tornad. W sumie to wiedzielismy o tym od zawsze, ale nigdy czlowiek nie bral tego do serca. Dlatego jedynym ratunkiem jest schron. Na koniec starsza corcia dostala zapalenia ucha :(. Zostal nam tydzien do wyjazdu na wakacje i az sie boje tego co sie moze jeszcze wydarzyc :(.