W nocy z wtorku na srode kilka minut po godzinie pierwszej zerwalo nas na rowne nogi. Jak szybko czlowiek jest zdolny do przebudzenia sie i trzezwego myslenia przekonalam sie na wlasnej skorze. Wystarczy ulamek senkundy. Obudzilo nas tornado :(. Naszczescie bylo male, ale odglos tornada ktore mialam "przyjemnosc" uslyszec pierwszy raz w zyciu przyprawil mnie o dreszcze. Obudzialm sie, bo mialam wrazenie ze zaraz nam rozsadzi sciany domu. Szarpnelam meza i zapytalam czy wie co sie dzieje. Po tym pytaniu nawet nie czekalam na odpowiedz, pobieglismy po dzieci i szybko zbieglismy na dol. Gdy wyjrzelismy przez okono nie bylo nic widac tak bardzo padalo. Pioruny oswietlaly niebo bez przerwy. Wszystkie obrazy na scianach sie trzesly. Nie bylismy przygotowani na taka pogode, zapowiadali zwykla burze, bez zadnych "atrakcji". Wysiadla nam latarka, nie dzialy telefony, pradu nie mielismy przez 17h. Czlowiek zupelnie odciety od informacji... Nie wiedzielismy co sie tak naprawde dzieje :(. Nie bylo zadnych alarmow ze strony miasta. Rano moglismy zobaczyc szkody. Sasiedni dom mial duzo szczescia, ze nie zostal przygniciony wielkim drzewem. Za naszym domem znalezlismy krzesla sasiadow ktore przefrunely przez 2m plot, ktory to zostal w innym miejscu lekko obalony. Nie ktorzy nie mieli tyle szczescia, drzewa przygniotly ich domy... Pozrywane linie energetyczne i uszkodzone dachy. To bylo jak ostrzezenie, ze trzeba byc przygotowanym na wszystko. Nawet nie chce myslec co by bylo gdyby to bylo torando jedno z wiekszych...
Tydzien temu rowniez mialam okazje doswiadczyc slina burze. Po 10 w nocy cos mnie tknelo zeby podejsc do okna, w tym samym momencie gdy wyjrzalam piorun uderzyl w dom sasiadow. Byl taki grzmot ze wlaczyly sie wszystkie elektorniczne zabawki moich dzieci... Po kilku minutach zjechala sie straz pozarna, na szczescie nic niekomu sie nie stalo...