czwartek, 6 września 2012

Kolejne malenstwo

Malutkie hafciki to jest to co lubie najbardziej. Gdy stawianie krzyzykow zaczyna robic sie nudne, okazuje sie, ze praca jest skonczona :). Ponizej haft z cyklu "hafty zimowe":




Chcialam Wam tez pokazac jakie to stworzenia zawitaly do nas tego lata :). Pierwszy ktory zrobil na mnie ogromne wrazenie to Mantis (Modliszka). W tym roku jest ich sporo w naszej okolicy, a wlasciwie to na naszym domu :P. Pierwszy raz mialam okazje zobaczyc to cudo rok temu :)


Ten osobnik wisial sobie do gory nogami, mial okolo 16 cm dlugosci. Zdjecie jest przekrecone dla lepszej widocznosci:

 

A to juz zolwie, ktorych jest u nas zatrzesienie. Przechodza sobie powolutku przez ulice, na rzekach i jeziorach wyleguja sie na konarach drzew:


A niektore tak jak ten poniezj wchodza do ogorodu. Wcisnal sie pod plotem i odrazu zostal obszczekany przez mojego psa. Moj pies jest wielki w porownaniu do zolwi, ale bal sie go tak bardzo, ze az uciekl do domu :)


pozniej do ogledzin dolaczyly dzieci, a zolwik schowal sie i nie chcial wyjsc ze skorupki. Dlatego wrocilismy do domu na kilka minut zeby biedaczysko wyjrzalo ze swojego "domku". Niestety po tych kilku minutach zniknal bez sladu :(.

 

A to juz Czarna Wdowa :). W tym roku mamy ich sporo na zewnatrz, bo domu nie mialam okazji jej spotkac i mam nadzieje, ze nie spotkam nigdy:

 

W te wakacje zawital tez do nas jastrzab. Byl dosyc duzy, az sie pod nim galezie uginaly. Nie wiem na co polowal, ale moj pies zaraz wkroczyl do akcji i przegonil ptaszysko :) Zdjecie zostalo zrobie z odleglosci 4-5 metrow od ptaka, ale widac ze lubi sie bujac na galeziach, bo prawie wszytstkie zdjecia sa rozmyte :(



A teraz bede sie chwalic :P. Moje pierwsze, wyhodowane malinki. Malenki krzaczek przygrnelam od kolezanki na poczatku lata. I tak z 5 cm krzaczka uroslo nam krzaczysko. W duzym stopniu zwdzeczamy to pogodzie. Padalo bardzo czesto i nie mielismy wyjatkowo upalnego lata:



Maliny rozsialy nam sie doslownie wszedzie. A to wszystko dzieki mrowkom do ktorych niestety nie palam sympatia :(. Mamy tutaj potwory a nie mrowki, ktore gryza do tego stopnia, ze robia sie rany, ktore okropnie swedza. Dorosli jakos sobie z tym radza, gorzej z dziecmi u ktorych rana po ukaszeniu goi sie niekiedy bardzo dlugo :(. Rok temu kupilismy specjalne jedzonko, ktore owe mrowki z ochota zabieraja do swoich kryjowek pod ziemia, a jedzonko po jakims czasie robi swoje. Nie zabija ich, a uposledza. Juz w tym roku nikt nie mial ani jedego ukaszenia, choc nie raz chodzily po mnie. 
Wracajac do malin, kiedy kwitly mrowki wchodzily do kwiatow i zbieraly nasiona. Oczywiscie nasiona chowaly pod ziemie i dzieki temu mamy teraz pelno krzaczkow :). Tak samo jest z jedzeniem dla ptakow. Ziarna slonecznikow spadaja z karmnika, a one roznosza je po calym terenie i teraz mamy okazje podziwiac sloneczniki :)


Na koniec dynie, ktore rosna w naszym stanowym praku, na jednej ze starych farm. Dynie tam rosna dla celow typowo dekoracyjnych :) Napewno beda wykorzystane podczas jesiennego festivalu, ktory odbywa sie tam kazdego roku.