niedziela, 17 października 2010

Chorujemy

Niestety zaczelo sie w srode najpierw starsza corcia, pozniej ja, a na koncu najmlodsza :(. Maz narazie trzyma sie dzielnie. I nerwa mam jak nie wiem co, bo wczoraj pojechalam do lekarza z takim bolem gardla, ze z trudnoscia przelykalam sline. Pan doktor powiedzial, ze jemu to wyglada na wirusa i antybiotyku nie da, jedynie mam lykac cos przeciwbolowego. Jesli nie przejdzie do wtorku to mam przyjsc ponownie. Tak, maja tutaj swoje zasady ktorych nikt nie przelamie. Antybiotyk tylko i wylacznie podawany jest gdy choroba wywolana jest bakteriami. Wirusy musimy zwalczyc sami. Nawet testu mi nie zrobili na bakterie, bo niby przyszlam za wczesnie. I wciaz sie mecze i sliny nadal przelykac nie moge, nie wspominajc juz o piciu czy jedzniu :(. W takim stanie nawet haftowac nie moge buuuuuu...
Czasami sie zastanawiam jak to jest, ze w Polsce antybiotyki dostawalam zawsze przy kazdej wizycie u doktora, czy to katar, czy bol gardla zawsze leczone byly antybiotykiem. A tutaj niestety trzeba czasami sie ostro przemeczyc i do tego isc do pracy, szkoly, bo przewaznie nie daja zwolnienia. Na wiekszosc antybiotykow moj organiz juz nie reaguje i domyslam sie ze to jest spowodowane czestym ich przyjmowaniem. Co kraj to obyczaj...