sobota, 2 kwietnia 2011

Relacja

Wiec bylo strasznie, gorzej niz myslalam. Ja juz poprostu stracilam wiare we wszystko :P. Ludzie chyba pomylili sie z przeznaczeniem. Zamiast sprzedawac rzeczy recznie robione zrobili sobie yard sale. Sprzedalysmy troszke rzeczy, dokladniej to nie ja, a moja koleznaka. Sprzedala jeden pierscionek i jedna pare kolczykow plus ciastka kotre upiekla specjalnie na ta okazje. Okropnie przemarzlysmy, bo akurat dzis pogoda postanowila sie zmienic i bylo zimno. Naszczescie maz mojej kolezanki przyjechal nas poratowac kocami. Najwazniejsze jest to ze mojej kolezance zworcily sie pieniadze, ktore musiala wydac na miejsce w ktorym sprzedawalysmy. Zdjec nie mam, bo staroci nikt chyba nie chce ogladac, chodzi mi tu o zabawki, ksiazki i ubrania. Bylo kilka stanowisk z wypiekami i to na tyle. Narazie rozgrzewam sie w domu, bo wciaz mam lodowate rece. Najlepszy jest moj maz, stwierdzil ze po ludziach z poludnia tego sie wlasnie spodziewal :). To on namawial mnie do tego zebym nie robila duzo rzeczy bo moga sie nie sprzedac - mial racje :)

Alexls podeslij mi Twoje namiary na moj email adres: olensia@gazeta.pl

Aniu ja wiem, ze Ty te serduszka uwielbiasz :)